Jeszcze kilka, kilkanaście lat temu, z wysyłaniem kartek świątecznych związany był cały rytuał. Pamiętam, jak dziś, jak w szufladach w moim rodzinnym domu, walały się stosy starych kartek z życzeniami. Kartki przechowywane były skrupulatnie, bo kto wie, czy za rok, za dwa, nie przydadzą się przysłane przez ciotkę albo kuzynkę życzenia na Boże Narodzenie, lub na inne okoliczności. Pamiętam też, że Mama miała taki swój notesik z zapisanymi adresami do najbliższych. W tym samym notesiku zapisywała też życzenia, które pewnie jej zdanim były najlepsze, uniwersalne i do ewentualnego ponownego wykorzystania. Nie wiem, dlaczego, ale najbardziej utkwiło mi w głowie wypisywanie życzeń na Boże Narodzenie. Na około dwa tygodnie przed świętami siadałyśmy razem z Mamą w kuchni przy stole, Mama wyjmowała zakupione na poczcie kartki i znaczki, swój notesik oraz długopis. I pisałyśmy. Znaczy Mama pisała – ja się przyglądałam z wielkim zaciekawieniem. Wtedy nie wiedziałam, że dwadzieścia kilka lat później tradycja wysyłania kartek zdąży popaść w niełaskę i po jakimś czasie znów odbić się i powrócić na salony. W sumie nie ma się co dziwić. Telefony komórkowe i poczta elektorniczna są dostępne dla przeciętnego zjadacza chleba od około 10 lat, natomiast tradycja wysyłania kolorowo zadrukowanych kartoników z wymyslonymi przez siebie życzeniami od ponad stu. I tak sobie jeszcze myślę, że smsem lub mailem, to możemy sobie przesyłać śmieszne dowcipy, natomiast dla życzeń bożonarodzeniowych zostawmy specjalne miejsce i na kartce świątecznej i w sercu.